Po kilku minutach pierwsze ślady bytności bobrów. Zwalone drzewa,
obgryzione w typowo bobrowy sposób. Okazuje się, że bobry mogą przegryźć
drzewa o średnicy nawet jednego metra! Tutaj mamy nieco mniejsze
egzemplarze, ale i tak zastanawiam się, jak przeniosą je w docelowe
miejsce.
A oto i bobrza tama w pełnej okazałości! Na wąskim strumieniu udało się stworzyć szerokie jeziorko, przez środek którego płynie na oko
całkiem głęboki nurt. Tama porośnięta kaczeńcami, zielona głębia wody, cisza... przepiękne miejsce.
Tama zbudowana jest z drewna i mułu, starannie i niezwykle szczelnie zatykającego wszelkie otwory. Bobry są wyjątkowo zdolnymi budowniczymi! Kiedy woda się podnosi rozszczelniają swoją tamę, aby przepuścić nadmiar wody, a następnie zatykają ją na nowo, utrzymując stały poziom tafli. Zastanawiam się jak są to w wstanie robić swoimi małymi łapkami...
Bobry osiągają spore rozmiary, nawet metr długości, wraz z ogonem. Są
roślinożerne, żywią się gałązkami rosnącymi w pobliżu ich siedlisk. Nie
oddalają się zbytnio od swojej tamy, jest ona dla nich centrum
wszechświata.
Siedliska bobrów są ostoją dla wielu innych gatunków zwierząt, które do życia potrzebują wody. W tym strumieniu kiedyś podobno było zatrzęsienie raków! Wiemy o tym od bardzo miłego, ale niezmiernie gadatliwego starszego sąsiada, który jak dorwie słuchacza, to nie wypuści go ze swych macek przed opowiedzeniem historii wsi do dziesiątego pokolenia wstecz. Jest dla nas źródłem wiedzy o okolicy i innych sąsiadach. O rakach wypowiadał się raczej z pewną odrazą, przez pewien okres czasu stanowiły bowiem podstawę jego wyżywienia i chyba po prostu mu obrzydły.
Okrążamy tamę, przeskakując malutki potoczek o rudawej barwie. Przypomina mi potoki w Beskidzie Sądeckim w Paśmie Jaworzyny Krynickiej, które mają właśnie taki kolor ze względu na wysoką zawartość żelaza. Dalej nadrzewne śmietnisko - butelki i siatki porozwieszane na drzewach, odstraszają zwierzęta. Słuchając niezbyt pochlebnych wypowiedzi sąsiada na temat bobrów dochodzę do wniosku, że być może w ten sposób próbuje chronić swój las przed ich niszczycielską działalnością. Wygląda to strasznie...
Bobrowe jeziorko z drugiej strony w całej okazałości. A nieopodal
malownicza skarpa nad potokiem porośnięta przepięknie kwitnącymi
krzewami! Niestety nie wiem co to. Może tarnina? Przyjdę w lecie, gdy
będą miały owoce, może łatwiej będzie rozpoznać.
Zapędziliśmy się nieco w kozi róg. Z polany na której wylądowaliśmy droga wiedzie stromo pod górę przez gęsty las świerkowy. Przechodzimy kucając pod gałęziami, zbierając igły i drobne gałązki we włosach (to o tych spacerowiczach, którzy włosy posiadają). Na szczęście las nie jest zbyt szeroki, a zaraz za nim zaczyna się otwarty teren, z wysoką trawą i niezliczoną liczbą mrowisk!
A widoki... ech... Cudnie jest mieszkać w takim miejscu, w sąsiedztwie bobrów, saren i wielu innych zwierząt, które czekają na swój dzień, by zostać uwiecznione.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz