Spójrz przez okno

Spójrz przez okno
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tyniec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tyniec. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 kwietnia 2014

... i z powrotem


Po krótkim odpoczynku przy torze kajakowym, uciekamy przed nadciągającymi czarnymi chmurami. Przejeżdżamy na drugą stronę Wisły przez Stopień Wodny Kościuszko. Dawno tu nie byłam, dlatego bardzo mile zaskakuje mnie specjalna kładka dla rowerów biegnąca wzdłuż autostrady. Z żółtymi barierkami i stylowymi latarniami wygląda iście po europejsku.


Po drugiej stronie okazuje się, że przez chwilę byliśmy poza miastem. Kraków, Miasto Królów Polski wita nas z otwartymi ramionami. Wjeżdżamy od drugiej strony na ścieżkę wzdłuż ulicy Księcia Józefa, o której pisałam jakiś czas temu.



Przejeżdżamy wzdłuż pustych zbiorników wodnych przy ulicy Mirowskiej, aż do wodociągów miejskich - wszystko otoczone paskudnie niebieskim płotem. Widać go było z drugiej strony Wisły. O ile mogłabym kupić letnią sukienkę, a nawet w buty w tym kolorze, to jednak na płocie ten błękit jest zupełnie nie na miejscu.





Po prawej malownicze zakole Wisły, za którym zaczyna się największy w Krakowie pas lasu łęgowego (czyli lasu rosnącego nad brzegiem rzeki, który w czasie powodzi jest zalewany przez wodę nanoszącą w te miejsca żyzny muł - można się przy okazji nieco do-edukować).


Nieco dalej miejsce, które ostatnio opisywałam jako czarną wypaloną pustynię - teraz po czarnej ziemi prawie nie ma śladu, wszystko przykryła świeża zielona trawka! Zaczynam wierzyć, że to łatwy sposób użyźniania ziemi, ale nadal go nie popieram. Przyroda ze wszystkim sobie poradzi, ale jednak na dłuższą metę jestem pewna, że wypalanie traw bardziej wyjaławia niż użyźnia. Obydwa zdjęcia dla porównania.


Na zakończenie wycieczki żenująca zagadka blogującego: "Po czym poznać wiosennego rowerzystę? Po opalonych dłoniach." Cała reszta zakryta przed zimnym wiatrem, ale dłonie cudnie brązowieją z minuty na minutę. Nie mogę się już doczekać momentu, kiedy będzie można wystawić na słoneczko nieco więcej niż tylko dłonie!





poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Na Kolną...

Na popołudnie zapowiedzieli deszcz. Trzeba więc wykorzystać tych kilka pozostałych godzin i przy nieco pochmurnej aurze wybrać się na wycieczkę. Tym razem wzdłuż Wisły na Kolną. 

Dzięki niesprzyjającym prognozom pogody na bulwarach nie ma dzikich tłumów. Barki puste, czekają na klientów. 


Po drugiej stronie Wisły trwa budowa Muzeum Tadeusza Kantora. Jak na razie wygląda przygnębiająco... Prace mają zakończyć się jeszcze w tym roku. Obawiam się, że budynek będzie kolejnym koszmarkiem na architektonicznej mapie Krakowa. Aż prosi się nieco podrasować zdjęcie, przerabiając Cricotekę na scenografię jak z horroru.




Nieco dalej nadwiślańska sztuczna plaża z basenem pływającym w rzece przygotowuje się na letnie oblężenie. Centrum kongresowe z tej strony jeszcze bez wykończenia fasady. Balon, z którego można obejrzeć calutki Kraków i jeszcze nieco więcej. Szczególnie polecam o zachodzie słońca - widoki wspaniałe!


Na Monte Cassino nowa stacja Krakowskich Rowerów Miejskich. Rowery miały się pojawić pod koniec marca, ale termin przesunięto, ze względu na przeciągający się przetarg na obsługę stacji. Podobno mają ruszać na dniach (może właśnie teraz, kiedy to piszę). Pożyjemy, zobaczymy. 


Podążamy dalej ścieżką rowerową w stronę Tyńca, siłując się z wiatrem, który z bezwzględnym uporem wieje prosto w oczy. Na dodatek razem z wiatrem uderzają w nas... pszczoły! Tuż obok wałów wiślanych stoi cała pasieka. Co jakiś czas jesteśmy wyprzedzani przez zapaleńców, którym bardzo się spieszy. I dobrze, niech jadą, nie lubię czuć oddechu sportowców na plecach. A może gonią ich pszczoły? My mimo uciążliwej obecności insektów suniemy po pustawej ścieżce dostojnie, jak na niedzielę przystało.  



Po drodze kilka krótkich przystanków na podziwianie okolicy. Piękne widoki na Willę Szyszko-Bohusza i Klasztor Kamedułów na Bielanach.


Na Kolnej wartki nurt, zawodników jednak nie widać. Leniwa niedziela udzieliła się również im. Żadnych zawodów, żadnych treningów. Może woda za zimna?


C.D.N....