Spójrz przez okno

Spójrz przez okno
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowy Targ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowy Targ. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 maja 2014

Zwiedzając opuszczony szpital w Nowym Targu

Zrządzenie losu zapędziło nas na Szpitalny Oddział Ratunkowy, tym razem nie w roli ofiar, a eskorty. Widoki ze szpitala w Nowym Targu zapierają dech w piersiach! Jeśli już gdzieś się hospitalizować, to taki widok z okna może mieć uzdrawiającą moc. 

Pogoda przepiękna, oczekując więc na eskortowanego wybieramy się na spacer po okolicy. Najpierw rzuca nam się w oczy wiele mówiący baner - Dom Seniora, a nad nim reklama producenta nagrobków, do tego wszystko tuż przed szpitalem. Czyżby wykorzystanie starej zasady dóbr komplementarnych? Zupełny brak wyczucia... 
Tuż obok obecnego szpitala rozciąga się kompleks budynków starego opuszczonego szpitala. Teren jest w pełni dostępny, nie ma żadnego ogrodzenia, nie wspominając już o ochronie. Przechodzimy miedzy zrujnowanymi budynkami, wszędzie powybijane okna, powyrywane okiennice. Złowieszczo powiewa szarobure wspomnienie po firance. Czuję się trochę nieswojo, ale jednocześnie jest coś przyciągającego w tych ruinach.


Jeden z budynków spalony. Obok jedyny zachowany napis "Pracownia patomorfologii i medycyny sądowej". Cały teren jest ogromny. Kilka, a może nawet kilkanaście budynków.


Z pewnym niepokojem wchodzimy po schodach do jednego z budynków. Depczemy po rozbitym szkle, którego wokół jest pełno. Zdewastowana klatka schodowa, metalowe poręcze ucięte przez zbieraczy złomu. Pomieszczenia kompletnie zrujnowane. Farba schodzi ze ścian płatami, wszystko pokryte napisami w większości mocno obelżywej treści.


Czuję się jak w amerykańskim filmie policyjnym - do każdego pomieszczenia wchodzimy z duszą na ramieniu, brakuje nam tylko broni, gdy wyskakujemy zza rogu. W każdym pokoju ktoś może być... Gdyby takie miejsce było w Krakowie na pewno spotkalibyśmy tu bezdomnych lub narkomanów. W Nowym Targu prawdopodobieństwo jest zapewne mniejsze, ale i tak czujemy się dość niepewnie. Dobrze, że jest środek dnia i pełne słońce, w przeciwnym wypadku byłoby jak na planie thrillera z akcją w opuszczonym szpitalu psychiatrycznym, po którym nadal plącze się morderca psychopata.

W budynkach nie ma już żadnych pozostałości po szpitalu. Wejście do takiej opuszczonej nory ma w sobie urok odkrywania tajemnicy. Ale na tym uroki się kończą. Pozostaje niesmak, że takie miejsca nie zostają zagospodarowane albo wyburzone.



Opuszczamy pustostan, aby odetchnąć świeżym powietrzem. Z drugiej strony szpitali, jak to na Podhalu, bacówka. Znacznie bardziej odpowiada mi taki krajobraz.





 
Nad nami przez cały czas krążą szybowce, windowane do góry przez mały samolot z pobliskiego lotniska. Przy tej widoczności chciałoby się wskoczyć na pokład i poszybować w stronę chmur. Szybowce i paralotnia są moim wielkim marzeniem od dłuższego czasu. Kiedyś się spełni!




Po odebraniu poszkodowanego z pogotowia, czas na powrót do domu. Po drodze, na osłodę, przepyszne lody w Ostrowsku. Szczerze polecam! Dostępne są tylko cztery smaki wyrabianych domowym sposobem cudnie śmietankowych w konsystencji lodów. Sympatyczna pani zgadza się na zrobienie zdjęcia, ale "żeby tylko mnie nie było na nim widać!".

Znakiem szczególnym w Ostrowsku jest szyld z lodami i zawsze pełny parking. Tym razem zajęty przez dwa samochody policyjne. W okolicy wszyscy wiedzą, że te lody rozpływają się w ustach! A ja teraz wiem, że ups... czas na manicure ;)




wtorek, 22 kwietnia 2014

Zakopianką w stronę przygody


Do lasów, pól i łąk, do mojego zacisza prowadzi Zakopianka. Droga znana każdemu Polakowi, znienawidzona przez wielu, słynąca ze swoich kilometrowych korków, pełna idiotycznych zachowań kierowców i pieszych. Dla mnie - droga w ukochane miejsca. I jaka by nie była, jest obecna w moim życiu od zawsze. I zawsze była obietnicą. Obietnicą przygody! 



A propos dziwnych zachowań pieszych - ten jegomość ewidentnie lubi spacery w kurzu i spalinach. Spacer poboczem Zakopianki to wyśmienity sposób rekreacji, szczególnie dla kogoś komu życie niemiłe. Ostatnio widziałam takiego spacerowicza na odcinku drogi szybkiego ruchu między Lubniem a Pcimiem. Szaleńcy.





Przy niewielkim ruchu błyskawicznie dojeżdżamy do Myślenic. Myślenice są dla mnie synonimem dzieciństwa, spędzanego z dwojgiem ukochanych przyjaciół. Wycieczki na Kadłucze, na wzgórze o wdzięcznym imieniu Mikołaj górujące nad Myślenicami. To już nigdy nie wróci... Rozczulam się niebezpiecznie, jedźmy więc dalej.



Szczebel. Szczyt Beskidu Wyspowego, który zawsze był znakiem, że przygoda jest już bardzo blisko. Zawsze, gdy widzę charakterystyczne zbocze Szczebla, przypominające ogromne stopnie dla olbrzymiego ducha gór wiem, że zbliżam się do moich miejsc. Podczas wakacji spędzanych w Lubniu wielokrotnie wychodziłam na ten szczyt z Kasinki Małej, szlakiem wiodącym obok Zimnej Dziury - małej jaskini, w której nawet podczas największych upałów jest zimno.


Dziś może to brzmieć śmiesznie, ale jako dziecko jeździłam na wakacje do Lubnia. I była to prawdziwa wyprawa! Wyjeżdżaliśmy na dwa miesiące, pakując bagaże do Syrenki i dodatkowo do przyczepki, w której większość miejsca zajmowały rowery. Do Lubnia jechało się dobrze ponad godzinę i była to podróż w całkiem inny świat.




Teraz do Lubnia jedzie się pół godziny, świetną drogą ekspresową, omijając takie przybytki jak Zajazd Czarny Lew, który kiedyś był jedynym miejscem postoju na jedzenie i siusianie po drodze z Krakowa do Lubnia. Dziś trudno uwierzyć, że to miejsce kiedyś tętniło życiem, widząc jak z dumnego Czarnego Lwa zostaje tylko stary wyliniały kocur...




O! Ta Pani, swoim Mercedesem jedzie za nami od Krakowa, cały czas blokując lewy pas i próbując wyprzedzać w najmniej sensownych miejscach. Tak jak tu... Wyprzedza cztery samochody pod rząd, w tym jeden ciągnący przyczepę campingową i wyjeżdża wprost na czołówkę z tirem! W ostatniej chwili udaje jej się wrócić na prawy pas. Inaczej.... miałabym wyjątkowo ciekawy materiał do bloga...


Naprawa. Kolejne miejsce na mojej mapie Zakopianki, które oznaczało przygodę. Stąd zaczyna się szlak na Luboń Wielki, który przemierzałyśmy z mamą podczas lubniańskich wakacji. Za chwilę widzimy Luboń w pełnej okazałości za nami (ten z masztem). Pod jego zboczem ma być poprowadzony tunel nowej Zakopianki. Zobaczymy. Na Luboniu jest bardzo ciekawe architektonicznie schronisko. Ale to już temat na inną opowieść.


Na Piątkowej Górze zaczyna nieco kropić. Jednak nadal jest ciepło. Niestety Tatr prawie nie widać. Bacówka już działa, zatrzymujemy się więc na moment po oscypki. Gdzieniegdzie po drodze widać pasące się owce. Wyjątkowo wcześnie w tym roku.


Wjazd do Nowego Targu wita nas ulewą. Wygląda na to, że mimo pięknych okolic święta spędzimy za stołem... Ale może nie będzie tak źle? Tak czy tak będę u siebie... Alleluja!